Pierwszy wpis w tej kategorii miał być zupełnie o czym innym, ale ponieważ się porobiło! To nie będzie ani miło, ani przyjemnie.
Ten, kto myśli, że MPD nie boli, myli się. I to okropnie się myli. Owszem z okresu dzieciństwa, dorastania i wczesnej młodości nie pamiętam bólu. Ma to tę dobrą stronę, że miałam fajne dzieciństwa, którego znaczną część spędzałam z rówieśnikami na podwórku, potem w szkole. Problemy zaczęły się tuż po trzydziestce, kiedy zaczęły mnie boleć różne części ciała: zaczęło się od stawu skokowego, później bark, kręgosłup, biodro i… pośladek. Powaga! Proszę bez śmiechów-chichów! Pośladek, a właściwie jego mięsień gruszkowaty (swoją drogą ładnie się skubany nazywa) już po raz drugi w życiu daje mi do wiwatu. I tu nie ma miejsca na negocjacje. Jak zaczyna boleć to od razu włącza się przynajmniej ósemeczka, jeśli nie dziewiątka w skali dziesięciopunktowej.
Zaczęło się w w nocy kilka dni temu. Myślę sobie „okej”, nie ma co panikować: zazwyczaj mam coś przeciwbólowego, więc łyknęłam i ze stoickim spokojem czekam na mojego rehabilitanta, który tego dnia miał zapowiedzianą wizytę.
Po wizycie było w miarę ok. Zdołałam ogarnąć mieszkanie. Jednak następny dzień i weekend nie były różowe. Starałam się, jak najmniej chodzić. Poniedziałek też nie był łatwy. Kolejna wizyta rehabilitanta, a ja wciąż nie mogłam poruszać się po mieszkaniu.
I tak minął tydzień w czasie, którego ból bym moim wiernym towarzyszem. Uczepił się mnie niczym rzep psiego ogona i za cholerę nie da się go przegonić. Momenty, kiedy nieco zelżał nie były zbyt częste. Przemieszczanie się po własnym mieszkaniu stało się nie lada wyzwaniem. Poza moim zasięgiem stało się wytarcie kurzy, odkurzenie mieszkania, czy umycie naczyń i ułożenie ich w szafkach. Bardzo frustrujące i wkurzające. Problemem było też wejście do toalety. Pokonanie dwu, może kilkucentymetrowego progu stało nie lada problemem.
Najbardziej wkurzająca w takich sytuacjach jest utrata samodzielności i sprawczości, które dla mnie są niezmiernie ważne.
Najgorsze jest, że nie wiadomo, co jest przyczyną takich akcji: dzień wcześniej byłam na zakupach, wszystko działało i było ok, a następnego dnia ból odbiera mi wszystko.
I tak to trwało przez dwa tygodnie. Podczas jednej z wizyt rehabilitant nakleił mi tzw. tejpy (kolorowe plastry, które pewnie widzieliście w telewizji u siatkarzy lub tenisistów). W tym samym dniu dostałam od lekarza receptę na nimesil – silny środek przeciwbólowy. W ciągu 1,5 dnia zażyłam trzy saszetki i kolejnego ranka obudziłam się, jak nowo narodzona! Cud. Nie wiem, co się wydarzyło i jaka jest przyczyna takiej nagłej poprawy. Zresztą, możecie mi wierzyć, że cieszę się skutkami. Owszem jeszcze odczuwam lekki ból i dyskomfort, ale póki co nie jest on na tyle uciążliwy i silny, bym musiała zażyć kolejną dawkę środka przeciwbólowego.
Mam nadzieję, że to już jest koniec tego, trwającego przez dwa tygodnie epizodu z tak silnym bólem, który wyłączył mnie z życia.