You are currently viewing Chłopki i indywidualistki

Chłopki i indywidualistki

Ostatnio wybieram książki, którymi postaciami przewodnimi są kobiety: jako bohaterki indywidualne, jak i zbiorowe. Jest to po części związane z moimi obecnymi zainteresowaniami, jak i faktem, że teraz wydaje się dużo wartościowych, moim zdaniem książek pisanych o kobietach i z myślą o nich. Od razu zaznaczę, że nie mam na myśli wszelkiego rodzaju romansów, czy książek kategoryzowanych jako „literatura kobieca”. Choć ten termin uważam za z gruntu nie trafiony i niewłaściwy.

Jestem ciekawa, czy ktoś z Was słyszał lub czytał o „Chłopkach. Opowieść o naszych babkach” Joanny Kuciel-Frydryszak (tak, tak, to ona jest autorką „Służących do wszystkiego”.)? Pytania nie zadaję bezpodstawnie, gdyż o książce zrobiło się na tyle głośno, że pisały o niej największe portale informacyjne, a wywiadów z Kuciel-Frydryszak można było posłuchać w różnych rozgłośniach radiowych i przeczytać na stronach internetowych, które literaturą nie zajmują się na co dzień. Skąd to zainteresowanie akurat tą książką? Moim zdaniem dlatego, że ktoś po raz pierwszy pochylił się nad losem kobiet, żyjących na wsiach pod koniec XIX i w pierwszym czterdziestoleciu XX wieku. Kobiet, które są przodkiniami większości nas, żyjących współcześnie. Autorka wykonała kawał dobrej merytorycznej roboty, próbując odtworzyć i pokazać życie chłopek, zazwyczaj analfabetek, które w patriarchalnym społeczeństwie żyły, jak niewolnice. Jako usytuowane najniżej w hierarchii, były instrumentalnie traktowane nie tylko przez ojców, braci, mężów i synów, ale również przez panie z dworów.

Relacje między chłopkami a kobietami z warstwy posiadaczy ziemskich były złożone, pełne wzajemnej nieufności. Bardzo dobrze tę protekcjonalny stosunek pań z dworów do chłopek, przedstawiła Marta Strzelecka w „Ziemiankach. Co panie z dworów łączyło z chłopkami”. Ziemianki, same tkwiące w patriarchalnych kleszczach, postanowiły na „pracę u podstaw”, czyli krzewienie wiedzy wśród chłopek. Jednak nie chciały, by kobiety z wiejskich chat wyrwały się z nich, odmieniając na lepsze swój los. W Nałęczowie ufundowano szkołę, w której miały się uczyć chłopki. Jednak program nauki ułożono w taki sposób, by zamiast być dla kobiet wiejskich trampoliną do emancypacji poprzez zdobycie rzetelnej wiedzy, jeszcze mocniej usadzał j w wiejskich chatach. Celem pań założycielek placówki, było nauczenie kobiet wiejskich, jak dobrze i racjonalnie prowadzić gospodarstwo. Ponadto, aby przyjechać na prawie rok do nałęczowskiej szkoły dziewczyna musiała mieć zgodę ojca lub męża i uiścić opłatę, która nie była mała. Reasumując, naszym przodkiniom łatwo nie było, ale pamiętając o tym fakcie, nie możemy znów się dać zepchnąć do patriarchalnego systemu.

Z ogólnej perspektywy, życie kobiet na przestrzeni wieków, było trudne, pełne nakazów i zakazów. Jednak chyba w każdym pokoleniu znajduje się choć, jedna przedstawicielka, czasem kilka, która dzięki swojej inteligencji i determinacji wyrwała się spod męskiej dominacji. Każdy słyszał o George Sand, która naprawdę nazywała się Amantine Lucile Aurore Dupin. Jej życie, w całkiem niezłej powieści „George Sand i język wolności” opisuje Beate Rygiert. W XIX-wiecznej Francji kobieta, która z dwojgiem dzieci odchodzi od męża utracjusza, to nie byle co. Taka decyzja w tamtej epoce wymagała nie lada odwagi. Aurora vel George potrafiła, jako pisarka i dziennikarka, zarobić na swoje utrzymanie. Ubierała się czasem po męsku i miała kilka romansów, w tym chyba najbardziej znany w Polsce, z Chopinem.

The Espresso Edition

W dziejach świata wiele kobiet zapłaciło największą cenę za to, że chciały być traktowane na równi z mężczyznami i nie mam na myśli tylko Joanny d’Arc. Bliższe nam mogą być losy Sydoni von Borck, opisane w powieści przez Elżbietę Cherezińską. Sydonia wywodziła się arystokratycznego rodu z Pomorza Zachodniego, który za jej życia znacznie podupadł i zubożał. Nigdy nie wyszła za mąż, co w tamtym okresie wykraczało poza zwyczajową normę. Ponadto oskarżono ją o rzucenie klątwy na książąt pomorskich z dynastii Gryfitów. Książęta zaczęli umierać jeden po drugim, czego współcześni nie potrafili sobie w racjonalny sposób wytłumaczyć. Najprościej było całą winę zrzucić na kobietę, która była zbyt niezależna, jak na ówczesne standardy. W rezultacie Sydonia spłonęła na stosie.

O książkach, którymi bohaterkami, zazwyczaj tragicznymi, są kobiety, mogłabym jeszcze długo pisać. Pewnie jeszcze nieraz będę pisała o książkach, którymi bohaterkami są kobiety: zarówno te silne, władcze, nie bojące się podążać za marzeniami, jak te, które do tej pory milczały: chłopki, czy służące.

5 1 głos
Article Rating

Monika

krótko i szczerze o wszystkim
Subskrybuj
Powiadom o
guest

1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
trackback

[…] nie weszły do ścisłego finału Nagrody Ryszarda Kapuścińskiego. Przeczytałam zarówno „Chłopki”, jak i „Służące do wszystkiego” – obie pozycje są doskonałe i godne polecenia. […]