You are currently viewing Śmierć na Wenecji

Śmierć na Wenecji

Nie lubię kryminałów i ich nie czytam. Z jednym wyjątkiem. Jestem zagorzałą fanką profesorowej Zofii Szczupaczyńskiej. Postać tą wymyślili Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński, którzy jako autorzy serii kryminałów o wspomnianej profesorowej, podpisują się jako Maryla Szymiczkowa. „Śmierć na Wenecji” to już piąty tom kryminałów retro, których akcja rozgrywa się na przełomie XIX i XX wieku w Krakowie.

Z reguły w każdym tomie cyklu mamy do czynienia z jakimś autentycznym wydarzeniem z przeszłości Krakowa: pogrzebem Matejki, czy słynnym weselem w Bronowicach. Tym razem w 1905 roku Kraków nawiedziła powódź, która zatopiła część miasta, w tym też tzw. Wenecję. Przepływała przez nią rzeka Rudawa, która tak samo, jak Wisła i inne mniejsze rzeki, wystąpiła z brzegów i zatopiła część miasta. Zatem tłem kolejnego detektywistycznego wyzwania profesorowej Szczupaczyńskiej są zalane ulice, po których dystyngowana dama porusza się nader sprawnie, bez większej szkody dla swojej garderoby.

W tych trudnych dla krakowian okolicznościach profesorowa dostaje dramatyczny list od pewnego jegomościa, który uważa, że jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Gdy profesorowa, przedzierając się, a raczej płynąc na dziwacznych wehikułach, dociera do kamienicy i mieszkania, okazuje się, że nadawca listu został znaleziony martwy… w wannie.

Lektura książki powinna być przyjemnością. I tak było ze „Śmiercią na Wenecji”. Były momenty, że śmiałam się w głos. Autorzy po raz kolejny udowodnili, że nie tylko doskonale potrafią wymyślić i poprowadzić intrygę kryminalną, ale równie wspaniale i prawdziwie oddać klimat dawnego Krakowa, tym razem zalanego wodą.

Czytając piątą przygodę profesorowej Szczupaczyńskiej i, podkreślę, to jeszcze raz, wyśmienicie się przy tym bawiąc i odpoczywając, nie można nie zauważyć, że postać ewoluuje. Owszem, nadal pani Zofia przykłada wielką wagę do strojów, konwenansów, ale jednocześnie, ku zaskoczeniu również dla samej siebie, jak mniemam, staje się kobietą wyemancypowaną. Jestem ciekawa, czy i kiedy to dostrzeże jej mąż, Ignacy i czy wątek z komisarzem Klossowitzem jeszcze bardziej się rozwinie, wystawiając na próbę mieszczańską moralność dystyngowanej krakowianki?

0 0 głosy
Article Rating

Monika

krótko i szczerze o wszystkim
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze