Wymienisz nazwiska trzech polskich malarek lub rzeźbiarek? Zaczerpujesz powietrza i… No właśnie. Wypuszczasz je z cichym świstem i zapada niezręczna cisza. Z artystami plastykami płci męskiej nie ma takiego problemu. Jednym tchem wymienisz: Canaletto (choć on akurat Polakiem nie był. No, ale niech już będzie), oczywiście Matejko. Następnie Kossak razy dwa, Malczewski, Starowieyski, Duda-Gracz itd. itd.
Sylwia Zientek nie ma problemów nie tylko z wymienieniem jednym tchem przynajmniej kilkudziesięciu polskich artystek plastyczek, ale potrafi napisać ich ciekawe biogramy. „Tylko one. Polska sztuka bez mężczyzn”, mimo że liczą ponad 600 stron, to czyta się je z prawdziwą przyjemnością.
Opowieść o polskich malarkach i rzeźbiarkach Zientek zaczyna od Anny Rajeckiej, malarki, która podobnie, jak Canaletto, swoją karierę malarską związała z dworem Stanisława Augusta Poniatowskiego, by potem wyrywając się spod kurateli ostatniego polskiego króla, zamieszkać w Paryżu, gdzie jej kariera rozwijała się dość dobrze do 1789 roku, kiedy to Rewolucja Francuska nie jedną karierę zwichnęła i niejedno życie skróciła o głowę.
Począwszy od Rajeckiej, poprzez Bilecką, Boznańską, Kobo, Łempicką, po Abakanowicz, by wymienić te najbardziej znane, polskie artystki mimo upływu czasu, zmiany stosunków społecznych i ustrojów politycznych, nie miały lekko. Czołowy malarz, Matejko, był przeciwnikiem kształcenia kobiet w kierunku artystycznym. Dlatego sporo Polek, które na poważnie pragnęły się parać sztuką, w drugiej połowie XIX wieku wyjeżdżały do Paryża, gdzie miały szansę uczestniczyć w zajęciach aranżowanych z myślą o nich i dla nich. Rozstanie z rodziną, niedostatek, nie były w stanie zawrócić je z raz obranej drogi.
Odzyskanie przez Polskę niepodległości i uzyskanie przez Polki praw wyborczych, mogłoby się wydawać okresem, kiedy artystki wreszcie mogły przemówić. Niestety, nie wszystkim z nich było to dane. Na pewno taką malarką-celebrytką, była Zofia Stryjeńska. Jej obrazy odnoszące się do folkloru i wierzeń słowiańskich, wpisywały się w koncepcję sztuki, która miała budować dumę z wielkości polskości. Nagradzana i hołubiona, nie potrafiła jednak zarządzać finansami i wiecznie była na minusie. Przeciwieństwem do niej była Tamara Łempicka, która była mistrzynią autokreacji i doskonale potrafiła zadbać o swoje interesy.
Polska Ludowa niby zrównywała w prawach kobiety i mężczyzn, ale praktyka daleko odbiegała od ideologicznych sloganów. Alina Szapocznikow to tylko jeden z przykładów artystki, której czas twórczy przypadł na okres po II wojnie światowej. Rzeźbiarka miała za sobą okres pobytu w obozie koncentracyjnym, co w znacznym stopniu odbiło się na jej zdrowiu (stała się bezpłodna). Mimo to rozwijała swoją karierę artystyczną. Tuż po wojnie wyszła za mąż i adaptowała chłopca. Macierzyństwo determinuje pozostałą część aktywności kobiety, bez względu na czasy, w których żyła i tworzyła. Część z nich, jak Boznańska i Abakanowicz świadomie rezygnowały z macierzyństwa, chcąc się całkowicie poświęcić sztuce. Niektóre, jak Kobro… starały się połączyć pracę twórczą z macierzyństwem.
„Tylko one” jest książką interesującą i inspirującą. Przybliża świat artystek na przestrzeni kilku stuleci. Ponadto jest starannie wydana, zawiera ilustracje dzieł przedstawianych artystek.
Podtytuł książki brzmi: „Polska sztuka bez mężczyzn” i odbieram go, jako rzucenie wyzwania. Nie jestem przekonana, czy polską sztukę, czy sztukę w ogóle, można dzielić na „męską” i „żeńską”, tudzież „kobiecą”. Jako laiczka uważam, że może ona się uzupełniać, korespondując ze sobą, a niekiedy być zaczynem dyskusji na temat znaczenia płci w procesie twórczym.
Po lekturze książki wiem, że kobiety swoim talentem i pracą odcisnęły znaczący ślad w polskiej sztuce.