Zdradzę Ci pewną tajemnicę: nie lubię robić zakupów w galeriach handlowych.
Przyszła, jak zawsze długo oczekiwana wiosna. Jest to czas, kiedy robię przegląd szafy, która, jak się domyślacie, niemal się nie domyka, co oznacza, że trzeba zrobić ostrą selekcję. Pozbyć się tego, co stało się za ciasne (dupka rośnie jakoś sama), wyrzucić to, co przestało się podobać i na to miejsce kupić coś nowego.
Nieprzyjazne galerie
Od kilkunastu lat zakupy ciuchów robi się w centrach handlowych. Czym one są? Zazwyczaj wielkimi, bardziej lub mniej rozbudowanymi bryłami architektonicznymi, mającymi jedno lub kilka pięter, w którym nikt nigdy nie widział dziennego światła słonecznego. Zamiast niego jest sztuczne o różnym natężeniu, dodatkowo muzyka i to płynąca z nieoczywistych miejsc, niekoniecznie współgrająca ze sobą. Przez nią przebijają się czasem komunikaty dźwiękowe, tworząc kakofonię z pogłosem rozmów, z na zmianę z płaczem lub śmiechem dzieci. Przelewający się tłum we wszystkich możliwych kierunkach. Co chwilę muszę kogoś omijać lub ktoś mnie potrąca. Uff, pisząc te słowa, już czuję się zmęczona, a co dopiero gdy doświadczam tego naprawdę. Dlaczego tak jest? Dlaczego po otwartej przestrzeni mogę przejść o wiele dłuższy dystans, natomiast w centrach handlowych po zrobieniu kilkudziesięciu kroków, czuję się zmęczona, jak koń po westernie?
Nieneurotypowa
Dopiero kilka lat temu jeden z rehabilitantów oświecił mnie i jednocześnie uświadomił mnie, że należę do grupy osób tzw. nieneurotypowych. Wiem, że to określenie jest kojarzone z autyzmem, jednak opisuje ono pewną nadwrażliwość na bodźce zewnętrzne, którą po prostu mam. Nigdy nie lubiłam dużych skupisk ludzkich, tłumu, przepychających się i popychających się ludzi. Z tych też powodów nigdy nie byłam na koncercie rockowym, rzadko się wybierałam na imprezy plenerowe, na wszelkiego rodzaju miejskie festiwale, pikniki itp. imprezy. Zdecydowanie wolę obejrzeć spektakl teatralny, choć i podczas niektórych przeszkadzało mi zbyt mocne nagłośnienie.
Zakupy wyższa konieczność
Czasem jednak mimo tej nadwrażliwości trzeba pojechać do galerii na zakupy. Niestety, czasy małych butików w centrach miast chyba przeminęły. Zdecydowanie przyjemnej było, a z rzadka nadal jest robić zakupy w sklepiku, w którym za ladą stała właścicielka, której zależało na tym, by klientka wyszła zadowolona i po wróciła przy okazji kolejnych zakupów. W sieciówkach trudno w ogóle dostrzec jakikolwiek personel. Chociaż z ostatniego miesiąca, mam dwa przykłady, które temu przeczą. W jednej z takich sieciówek pani naprawdę się zaangażowała, by pomóc mi w wyborze kurtki. Podobnie było, gdy chciałam dokupić drugą parę spodni, jaką kupiłam kilka dni wcześniej tylko w innym kolorze. W sklepie nie było spodni w moim rozmiarze, ale dziewczyna poradziła, by zrobić zdjęcie metki, na której był kod produktu i kupić w sklepie on-line (wcześniej sprawdziła dostępność spodni). Te dwa przykłady to tylko chlubne wyjątki. Bo zazwyczaj, jeśli się chce się o coś zapytać, to trzeba się nieźle naszukać człowieka. Niejednokrotnie odnosiłam wrażenie, że personel bawi się z klientem w chowanego. Problemem w sklepach jest kwestia przymierzenia. Nie jestem ekspertem, ale z tego co się orientuję, to tylko jedna sieciówka ma przymierzalnię dostosowaną dla osób z niepełnosprawnościami. Jest ona większa od pozostałych, tak by mogła do niej wjechać osoba na wózku. A nawet w tych zwykłych mają siedziska, co dla mnie jest ogromnym ułatwieniem. Zazwyczaj bowiem te pomieszczenia są tak wąskie, że trudno się w nich obrócić. Z tego powodu zdarza mi się kupować ciuchy bez przymierzania.
Zastanawiałam się, w jaki sposób zakończyć ten wpis. Zrobię to, pisząc: chwała temu, kto wynalazł internet i zakupy online!
Na całe szczęście mamy Allegro. Wizyta w centrum handlowym, to dla mnie trauma. W Posnanii chwyciła mnie tak silna spastyka, że mój brat musiał wręcz wywlec mnie na zewnątrz.