Babski lekarz? Od lat chodzę regularnie. Dlaczego? Bo jestem świadoma, że trzeba dbać o zdrowie intymne niezależnie od wieku i stopnia niepełnosprawności.
Świadomość
Niestety, mam też bardzo smutne przykłady tego, czym się kończą zaniedbania w tej materii i to niezależnie, czy kobieta jest niepełnosprawna, czy pełnosprawna. Sama po raz pierwszy poszłam na wizytę przed 30-ką, gdy poznałam Bolka i zaczęło iskrzyć. Pierwsza wizyta była w przychodni „państwowej”, która mieściła się tuż koło bloku, w którym wówczas mieszkałam. Pan doktor okazał się miłym i pomocnym lekarzem, do którego chodziłam regularnie. Nie robił problemu, gdy musiał mi pomóc wejść na fotel. Zawsze uprzejmy i profesjonalny, gotowy odpowiedzieć na moje pytania. Pamiętał o badaniach cytologicznych. Poza tym, mimo że była to przychodnia „państwowa”, to nie było w niej kolejek. Nie musiałam się umawiać, uzgadniać terminów. I tak było przez kilkanaście lat. Jakim cudem tak było? Nie wiem. Po prostu wchodziłam, wyciągałam kartę u pani Marysi i od razu kierowałam się do gabinetu. Dlatego tak bardzo mnie zdziwiło, że w Poznaniu, nie mogłam się dostać do ginekologa w przychodni, bo terminy były bardzo odległe.
Nie możność dostanie się do lekarza specjalisty, zapewne zniechęca wiele kobiet z niepełnosprawnością do wizyty w gabinecie ginekologicznym. Sama tego przecież tego doświadczyłam po przeprowadzce. Był początek pandemii, kiedy obdzwaniałam okoliczne przychodnie, by umówić się na wizytę. Już nie pamiętam szczegółów, ale zaskoczyły mnie długie terminy oczekiwania oraz brak zainteresowania i „tumiwisizm” kobiet(!), czyli rejestratorek, pielęgniarek, z którymi miałam nieprzyjemność rozmawiać. Ponieważ takie sytuacje mnie nie zniechęcają, a wręcz nakręcają do działania, to postanowiłam poszukać prywatnego gabinetu ginekologicznego. Skorzystałam z podpowiedzi znajomej kobiety z niepełnosprawnością i umówiłam się na wizytę. I tak znowu trafiłam pod dobrą i profesjonalną opieką lekarza, z której jestem bardzo zadowolona.
Dostępność
Wizyta u babskiego lekarza jest szczególna i normalne jest, że wywołuje stres i niepokój. Sama odczuwam delikatne stany lękowe już kilka dni przed wizytą, choć dobrze wiem, jak przebiega spotkanie w gabinecie ginekologicznym. Ostatnio w internetach zrobiło się zamieszanie (i bardzo dobrze) w sprawie dostępności gabinetów ginekologicznych. Szczerze mówiąc, nigdy się jakoś specjalnie nad tym nie zastanawiałam. To, że lekarz poda mi rękę, czy ręce w momencie wdrapywania się na fotel, uznawałam za coś oczywistego (to tylko świadczy o tym, na jakich normalnych lekarzy trafiłam). Jednak, gdyby się tak głębiej zastanowić, to… rzeczywiście kobiety poruszające się na wózku miałyby spore trudności techniczne, by skorzystać z badania. Bo co z tego, że lekarz jest otwarty, przed przychodnia jest podjazd, skoro korytarzyk prowadzący do gabinetu jest wąziutki? A tak właśnie było w przychodni w moim poprzednim miejscu zamieszkania. Natomiast prywatny gabinet lekarza, do którego teraz chodzę, mieści się na piętrze, ale jest winda – to jest plus. Z kolei głowy nie daję i z nikim bym się nie założyła, że pacjentka na wózku mogłaby skorzystać z łazienki, co biorąc pod uwagę specjalizację lekarza, jest istotne. Mam wrażenie, że drzwi do toalety są zbyt wąskie. Uczciwie przyznam, że do toalety można się dostać z poczekalni (te drzwi są oczywiście zawsze zamknięte na klucz, ale wydawały mi się szersze niż te prowadzące z wnętrza gabinetu). Też nie jestem pewna, czy samo podjechanie na wózku do fotela byłoby możliwe. Jednym słowem: kicha.
Dziewczyny robią hałas!
Dlatego, dziewczyny, rozumiem tą całą burzę o dostępność gabinetów ginekologicznych!
Owa burza toczy się przede wszystkim w internecie, co pozwala na szybkie rozprzestrzenianie się informacji i dotarcie z nią do zainteresowanych. Trzeba o tym mówić i pisać, bo jakby nie było, chodzi o nasze zdrowie i życie. My same powinniśmy głośno mówić o tym, że z większość gabinetów ginekologicznych jest niedostępna dla kobiet z różnymi rodzajami niepełnosprawności. Mimo wszystko nie możemy się poddawać i całkowicie rezygnować z opieki ginekologicznej. Żyjemy w czasach internetu i mediów społecznościowych, więc zamiast gapić się na wypindrzone celebrytki, poświęć trochę czasu na znalezienie gabinetu i lekarza, który spełni Twoje wymagania. Może okazać się, że ginekolog, który spełnia Twoje oczekiwania, przyjmuje kilkadziesiąt, albo nawet kilkaset kilometrów od Twojego domu. I co z tego? Na pewno masz w swoim otoczeniu życzliwą kobietę, która pomoże Ci dotrzeć na miejsce. Zwykle, jeśli wszystko jest w porządku, ginekologa odwiedza się raz w roku. Jedną wizytę na 365 na pewno zdołasz zorganizować. Jedna wizyta w roku pozwoli Ci się upewnić, że wszystko jest w porządku.