Każdy artysta jest nieco pierdolnięty: niby funkcjonuje tu i teraz, a jednocześnie żyje w swoim, niedostępnym dla innych świecie, dzięki czemu tworzy dzieła niezwykłe, przełomowe, które pchają ten świat do przodu. Taki typ człowieka zazwyczaj przyciąga do siebie innych ludzi, którzy z kolei dostają fiksacji na jego punkcie. Wokół artysty płci męskiej kręcą się kobiety-muzy, niczym ćmy wokół światła, gotowe na wszystko byle tylko być, jak najbliżej genialnego mistrza.
Przyznaję się bez bicia: zanim nie sięgnęłam po powieść Sophie Haydock „Cztery muzy”, nie słyszałam o Egonie Schiele. Schiele był uczniem, a może bardziej protegowanym Gustava Klimta. Skoro padło nazwisko Klimta, to już wiadomo, że akcja książki dzieje się w Austrii, a ściślej rzecz ujmując, głównej mierze, w stolicy Cesarstwa Austro-Węgierskiego, w Wiedniu. W tym mieście zaczyna się i rozkwita kariera Schielego.
Jednak osią napędową powieści nie są zmagania artystyczne Egona, choć i one są istotne, lecz jego relacje z kobietami. Haydock ciekawie skonstruowała opowieść, przenosząc czytelnika w czasie i przestrzeni. Najpierw jesteśmy w Wiedniu w latach 60.tych XX wieku i poznajemy Adele, która była jedną z owych muz i modelek malarza i która przez większość swojego życia nosiła w sobie ogromne wyrzuty sumienia (oczywiście nie napiszę dlaczego). Podobnie, jak jej o dwa lata młodsza siostra, Edith, zakochała się w malarzu. Egon wybrał Edith i ożenił się z nią, gdy trwała I wojna światowa. Adele nigdy się z tym nie pogodziła.
Siostry nie były jedynymi muzami Schielego. Wcześniej była biedna, ale oddana Wally, która była również modelką Klimta. Dość dziwne i niejednoznaczne relacje łączyły Egona z jego młodszą siostrą, Gertrude. Autorka cofa się do czasów dzieciństwa malarza, dzięki czemu poznajemy stosunki panujące w rodzinie. Jej głową był despotyczny ojciec, Adolf, dumny pracownik austriackiej kolei, niedopuszczający możliwości, by jego jedyny syn, Egon, nie chciał pójść w jego ślady. Adolf świętym nie był. Syfilis coraz bardziej wpływał na jego zachowanie, które stawało się coraz bardziej irracjonalne, co w rezultacie doprowadziło do tego, że został zwolniony z pracy. Niedługo potem zmarł, a Egon, dzięki wsparciu wuja, mógł pójść swoją, artystyczną drogą.
Powieść Haydock czyta się znakomicie. Oczywiste jest, że większość wątków jest wymyślona przez autorkę, co nie umniejsza faktu, że z całą pewnością zrobiła głęboki research źródeł, mówiących nie tylko o życiu i twórczości Schiele, ale również o codziennej egzystencji u schyłku cesarstwa Austro-Węgierskiego.