You are currently viewing Chania

Chania

Nie jesteśmy zwolennikami spędzania wakacyjnego czasu w jednym miejscu. Owszem, urlop jest po to, by odpocząć, poleniuchować na plaży. Jednak nie bylibyśmy w stanie przez cały tydzień wylegiwać się na plaży, nawet, gdyby była to najcudowniejsza plaża na świecie. Staramy się wybierać miejsca naznaczone historią, do których można dotrzeć bez większego problemu. Tak też było tym razem, gdy spędzaliśmy urlop w Agia Marinie i do pięknej, historycznej Chanii (wymawia się, tak samo jak polskie imię żeńskie) mieliśmy dosłownie rzut beretem.

Z Agia Mariny do Chanii

Dostać się z Agia Mariny do Chanii można na trzy sposoby: wypożyczając samochód, taksówką (cena ok. 18 euro w jedną stronę) lub autobusem komunikacji miejskiej (bilet kosztuje 2 euro). Wybraliśmy ostatnią opcję. Przystanek mieliśmy bliziutko, wystarczyło wyjść z terenu hotelu i przejść na drugą stronę ulicy. Przystanek był z wiatą i ławeczką, ale o rozkładzie jazdy nikt chyba tam nie słyszał, a jeśli słyszał, to się nim nie przejmował. Na szczęście autobusy kursowały dość często. Ale uwaga! To, że jest oznaczony przystanek i że ktoś na nim stoi, nie oznacza, że autobus się zatrzyma. Trzeba wypatrywać pojazdu, a gdy się pojawi na horyzoncie pokiwać łapką, by się zatrzymał. Autobusy są niskopodłogowe, ale nie stają, jak u nas przy krawężniku, tylko na poboczu, więc mimo wszystko jest dość wysoko, by się do niego wdrapać. Gdy po raz pierwszy jechaliśmy do Chanii, to kierowca nie dość, że wyskoczył z kabiny, by rozłożyć dla mnie platformę, po której weszliśmy do pojazdu, to jeszcze rozgonił pasażerów, by ustąpili mi miejsca. To był pierwszy i ostatni raz, gdy spotkaliśmy się z taką uprzejmością. Kolejne podróże były rutynowe. W autobusie oprócz kierowcy jeździ też osoba sprzedająca i kontrolująca bilety. Pojazdy są klimatyzowane, co w tamtejszym klimacie, jest istotne.

Chania – klimat historii

Dzieje Krety sięgają głęboko do starożytności. Jednak w Chanii widoczne są pozostałości weneckie oraz tureckie. Z dworca autobusowego łatwo trafić na skwer 1866 roku– jest to data wyzwolenia

się Grecji spod jarzma tureckiego, trwającego kilka stuleci. Na skwerku, który był remontowany, można przy siąść na ławce. Stąd już tylko kawałeczek dzieli nas od deptaku, prowadzącego do portu. Jest on jedną z najbardziej gwarną i zatłoczoną, a jednocześnie przepiękną częścią miasta. Wokół portu „przycumowały” liczne restauracje i kawiarnie. Port jednej strony zamyka bastion, na który się wdrapałam, a z drugiej latarnia. Z bastionu rozpościera się na przecudny widok na port, morze i stare miasto. Widok aż dech zapiera: kolor morza jest nie do opisania.

Port jest otwartą przestrzenią, gdzie słońce ostro operuje, nawet na początku września. Szukając nieco chłodku, warto zapuścić się w wąskie uliczki starego miasta. Niektóre zaułki są tak wąskie, że nie w sposób rozłożyć całkowicie ramion, dotykając dłońmi ścian przeciwległych budynków. Ta plątanina wąskich uliczek jest przecudna, nadająca temu miejscu niezwykłą atmosferę. Po tych uliczkach można błądzić w nieskończoność, bo za każdym razem trafia się na coś niezwykłego, np. na minaret, będący pozostałością tureckiego meczetu. W samym porcie ostał się niemal cały meczet, w którym teraz mieści się niewielka galeria sztuki. W tych wąskich uliczkach znajdują się bary, sklepiki z pamiątkami, kawiarnie i tawerny.

Na koniec dodam, że przed wylotem na Kretę „przemierzyliśmy” Chanię wirtualnie, przy pomocy Google Street View. Podobnie, jak w przypadku Agia Mariny, odległości rzeczywiste okazały się o wiele mniejsze niż wirtualne. Mimo upału sięgającego ponad 30 stopni C, a przy drugiej wizycie temperatura mogła sięgać 40 stopni C, to rewelacyjnie mi się funkcjonowało. Nic mnie nie bolało, a spastyka chyba została w Polsce ;-).

Chania ma tak niesamowity klimat, że podczas tygodniowego pobytu na Krecia, dwukrotnie ją odwiedziliśmy.

5 1 głos
Article Rating

Monika

krótko i szczerze o wszystkim
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze