Dla mnie spędzenie świąt we własnym towarzystwie nie byłoby problemem. Tak sądzę, bo znam siebie już ponad 50 lat.
No właśnie, bycie samemu jest zupełnie innym niż życie w samotności. Ten ostatni stan jest nazywany „epidemią XXI w.”, która dotknęła najwięcej osób w czasach ostatniej pandemii i w przeciwieństwie do covidu nie zamierza ustąpić, a wręcz się rozprzestrzenia. Nie będę, tutaj się rozwodzić na ten temat, bo po pierwsze jest na ten temat mnóstwo opracowań w internecie, a po drugie nie chcę się wymądrzać na temat czegoś, co mnie nie dotyczy.
Owszem, doświadczyłam samotności w liceum, kiedy miałam indywidualne nauczanie w domu żadnego kontaktu z rówieśnikami. Będąc na studiach, gdy wróciłam do życia społecznego i udało mi się stworzyć fajne w tamtym czasie relacje, obiecałam sobie, że zrobię wszystko, by już więcej nie doznać takiej samotności, jak w liceum. I jak na razie udaje mi się dotrzymać słowa.
Zatem nie jestem samotna, lecz jestem sama. Może w pierwszej chwili wyłapanie różnic jest trudne… Najprościej można to ująć w ten sposób, że osoba samotna nie czuje się dobrze, nie akceptuje stanu, w którym się znalazła, jej relacje społeczne są zaburzone. Natomiast osoba, która bywa sama, akceptuje ten stan rzeczy, lubi swoje towarzystwo i nie potrzebuje tabunów ludzi, by czuć się szczęśliwą. Właśnie taka jestem.
Nigdy nie potrzebowałam mnóstwa ludzi wokół. Gdy pracowałam „stacjonarnie”, to byłam przeładowana bodźcami, więc weekend spędzony w domu z książką był tym, czym potrzebowałam. Owszem umawiałam się w najczęściej popołudniami, po pracy na kawę z koleżankami. Czasem szłyśmy do teatru. Jednak wyjście samej na spektakl nie było dla mnie problemem. Nie jestem osobą, która zrezygnowałaby z czegoś, co lubi i sprawia przyjemność, tylko dlatego, że nie ma towarzystwa.
Teraz proporcje się odwróciły. Pracuję zdalnie, więc nie mam bezpośredniego kontaktu ze współpracownikami. Przeprowadziłam się do innego miasta. Czy przez to czuję się samotna? Zdecydowanie nie. Żyję w szczęśliwym związku, który daje mi siłę i pewność siebie. Poza tym ja lubię siebie. Przebywam w swoim towarzystwie, nie nudząc się. Mój mózg potrzebuje ciągłej stymulacji, dlatego sporo czytam i słucham interesujących podcastów. Od niedawna zaczęłam bardziej dbać o swoje ciało, czego pozytywne efekty już odczuwam.
Każdy z nas jest inny i czegoś innego potrzebuje. Znam osoby, które nieustannie muszę być wśród innych ludzi, wiecznie zajęci, gnający z jednego miejsca w drugie. Są też osoby, dla których pobycie ze sobą to nie lada wyzwanie. Nie czują się komfortowo, kiedy zostają sami. Wśród nas są też osoby, które lubią towarzystwo innych, ale raczej sami wybierają osoby, z którymi chcą przebywać. Jednak nie robią tragedii, jeśli przyjdzie im spędzać czas we własnym towarzystwie.
Samotność nie jest dobra ani w święta, ani na co dzień. Natomiast przebywanie samemu, z własnego wyboru? Dlaczego nie. Wszystko zależy od charakteru, osobowości i tego, na jakim etapie życia się znajdujemy. Najważniejsze, by być w zgodzie z samym sobą. I właśnie takich świąt Wam życzę: spędzonych w towarzystwie osób, z którymi czujecie się dobrze.