You are currently viewing Heretyckie dezorientacje – biografie poetów

Heretyckie dezorientacje – biografie poetów

Od kilku lat w polskich księgarniach pojawiają się biografie postaci, które już, zdawać by się mogło, pokryły się patyną i osiadł na nich pył zapomnienia. A mimo to, ktoś, zadał sobie trud, by wejść do zakurzonych archiwów, pogrzebać w literaturze, mniej i bardziej naukowej i na nowo odkryć posągową postać, klasycznego twórcę, po którego utwory mało kto dzisiaj sięga.

W ostatnim czasie przeczytałam trzy biografie napisane przez trzy różne autorki. Dwie z nich mnie uwiodły. Jednej nie dokończyłam. Ale po kolei.

Słonimski. Heretyk na ambonie

Moje polonistki nie byłyby ze mnie dumne – nie pamiętam żadnego wiersza Antoniego Słomińskiego! A mimo to sięgnęłam po jego biografię. Dlaczego? Ponieważ została napisana przez Joannę Kuciel-Frydryszak, a wiem, że ta autorka posiada dar ożywiania ludzi, którzy już dawno są pogrzebani na cmentarzu „klasyki polskiej poezji”. Tak było w przypadku Kazimiery Iłłakowiczówny i nie inaczej jest ze Słonimskim.

Autorka stara się uchwycić wielowymiarowość poety, co, według mnie, jej się udaje. Słonimski był Żydem, czego nigdy nie ukrywał, ale był nade wszystko Polakiem: czuł, myślał i pisał po polsku. Urodził się w Warszawie i zawsze był z nią mocno związany, co zapewne miało wpływ na decyzję o powrocie do Polski po drugiej wojnie światowej, która była już innym miastem niż to, jakie opuszczał. Inny był też kraj i system polityczny. Jednak zanim do tego doszło, Słonimski przeżył dobry i szczęśliwy czas w Warszawie międzywojennej, w której był jednym ze Skamandrytów – grupy, mającej znaczący wpływ na kulturalne oblicze stolicy i Polski, raczej też. Po powrocie do Polski starał się wpasować do nowej rzeczywistości, która mimo wszystko go uwierała. Owszem stał się jedną ze znaczniejszych postaci w Związku Literatów Polskich, często wyjeżdżał na zachód Europy, ale nie do końca akceptował nowy ład polityczno-społeczny.

Biografie pisane przez Kuciel-Frydryszak są tego rodzaju pozycjami, że nawet jeśli ktoś ma ambiwalentny stosunek do bohatera, to i tak z przyjemnością i zainteresowaniem je przeczyta. Podobnie jest z „Heretykiem…”.

Dezorientacje. Biografia Marii Konopnickiej

Hasło: Konopnicka. Odzew: „Nasza szkapa” „Krasnoludki i sierotka Marysia”. A i jeszcze „Rota”, pse pani. Siadaj! A kim tak naprawdę była ich autorka? Tego już na lekcjach polskiego nie mówiono. Na szczęście Magdalena Grzebałkowska napisała fascynującą biografię, poprzedzoną solidną kwerendą w archiwach i bibliotekach.

Być może, gdyby małżeństwo Marii Wasiłowskiej i Jana, zwanego Jarosławem, Konopnickiego było przez cały czas tak szczęśliwe, jak na początku, to w ogóle nie narodziłaby się Konponicka-poetka. Jednak Jarosław nie okazał się ani mężem, ani ojcem na miarę oczekiwań, więc Maria zwinęła manatki i wraz z pięciorgiem dzieci przeniosła się do Warszawy, by rozpocząć nowe życie. Jedną córkę, Helenę, zostawiła z ojcem. Dlaczego? O tym za chwilę. Życie w Warszawie, dla początkującej poetki, mającej na utrzymaniu gromadkę dzieci, nie było łatwe. Wynajmowała obskurne klitki, aby utrzymać potomstwo i siebie, udzielała korepetycji – znała kilka języków. Pisała po nocach. Powoli stała się popularna, ale nawet wówczas żyła skromnie, mimo że wydawcy przyzwoicie płacili. Marii po prostu pieniądze się rozpływały. Nawet gdy dzieci stały się dorosłe i się usamodzielniły, Konopnicka podsyłała i ubrania, albo kasę. Pilnowała, by dorosły syn właściwie się ubrał na rozmowę o pracę! Chciała mieć wpływ na życie dorosłych już dzieci. Najmłodsza, Laura, chciała zostać aktorką, co spotkało się ze zdecydowanym sprzeciwem matki. Maria nawet pisała listy do dyrektorów teatrów, by nie śmieli się zatrudniać Laury. Poskutkowało. Laura na deskach teatralnych zadebiutowała dopiero po śmierci matki. Z jednym dzieckiem Konopnicka nie mogła sobie poradzić i jak sama pisała: najlepiej, by umarła. Helena spełniła życzenie matki, zmarła w wieku trzydziestu kilku lat. Co z Heleną było nie tak? Najprawdopodobniej, mając na uwadze opisy jej „ekscesów”, miała zaburzenia psychiczne. Wiadomo, że w drugiej połowie XIX w. opieka psychiatryczna i ogólna wiedza na ten temat była prawie żadna. Nie chce usprawiedliwiać Marii, ale być może było tak, że widząc zachowania Heleny była po prostu bezradna? Nie miała wsparcia w mężu, mając na utrzymaniu pozostałą piątkę, nie miała już sił ani kompetencji, zatroszczyć się o córkę.

Maria dużo podróżowała, jak na osobę ciągle borykając się z problemami finansowymi. Był to już czas relacji z Marią Dulębianką. Grzebałkowska słusznie, nie robi zbędnej sensacji wokół tego związku(?), skoro nie czynili tego współcześni. Dulębianka na spotkaniach, benefisach, odczytach była przedstawiana jako towarzyszka Konopnickiej i tyle. Wiedzielibyśmy więcej na temat tej relacji, gdyby w latach 80.tych XX w., bodajże prawnuczka Konopnickiej nie spaliła listów, jakie pisały do siebie (zawsze moje serce historyczki krwawi, gdy źródła zostają stracone bezpowrotnie). Obie Marie gnało świat. Mimo braku środków jechały do Italii, Niemiec ( Drezno Konopnicką rozczarowało), lub Szwajcarii, bo tanio (!). Poetka nie potrafiła nigdzie dłużej zagrzać miejsca – gnało ją dalej, w inne miejsca. Być może dlatego, że uciekała przed kłopotami związanymi z dziećmi i ciągłym brakiem pieniędzy. Nawet gdy od polskiego społeczeństwa, mając już około 60 lat, otrzymała dworek w Żarnowcu i wreszcie miała swoje miejsce na Ziemi, nie potrafiła długo w nim przebywać.

Dezorientacje” nie dość, że są fascynującą, świetnie napisaną biografią, to jeszcze są pięknie wydane: z licznymi fotografiami i ilustracjami.

Książę. Biografia Tadeusza Boya-Żeleńskiego

Biografia Boya została zaprzepaszczona przez Monikę Śliwińską. A zapowiadało się całkiem nieźle. Bo i Kraków pod koniec XIX wieku, kiedy urodził się Tadeusz, jeden z trzech synów cholerycznego muzyka i kompozytora, Władysława Żeleńskiego, i atmosfera ówczesnej bohemy: libacje, kabarety i hazard. I pomiędzy tym młody Tadek, gimnazjalista, potem student medycyny, bo i lekarzem został i nawet założył organizację „Kropla mleka”, by edukować pod względem higienicznym młode matki. Jednak dusza artysty przeważyła i wybrał pisanie tekstów kabaretowych i recenzji teatralnych. I do tego momentu czytałam. Może nie była to lektura tak porywająca, jak w przypadku biografii autorstwa Kuciel-Frydryszak i Grzebałkowskiej, ale dało się czytać. Poległam, gdy autorka zaczęła analizować recenzje „Wesela” Wyspiańskiego napisanych przez Boya, ze spektaklu krakowskiego i warszawskiego. Pytam się: po co? Miałam wrażenie, że autorka sama się zagubiła, straciła główny wątek opowieści i w połowie ją samą zaczęło męczyć pisanie. Jakby straciła z oczu główny cel, a właściwie bohatera. Skoro autorka się męczy, to tym bardziej czytelnik, dlatego „Książę…” pozostał na moim czytniku e-bookiem nieprzeczytanym. Szkoda, bo postać Boya ma w sobie ogromny potencjał.

5 1 głos
Article Rating

Monika

krótko i szczerze o wszystkim
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze