You are currently viewing Jak przetrwałam Poznańskie Targi Książki

Jak przetrwałam Poznańskie Targi Książki

Moja miłość do książek jest tak wielka, że zdecydowałam się pójść, wraz z moim drugim Połówkiem, na Targi Książki. Dla książkoholików, takich, jak my to super impreza. Setki wydawnictw wystawiających swoje najnowsze oraz topowe publikacje, spotkania autorskie, dające okazje spotkania ulubionego autora. Jednym słowem książkowe szaleństwo i raj dla czytelników.

Jednak ów „raj” dla osoby nieneurotypowej był raczej problematyczny. Ale po kolei.

Targi Książki – raj dla miłośników literatury

Zacznę od tego, że wydarzenie to, co roku jest organizowane na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Tak nazywa się ogromna przestrzeń, która praktycznie jest miastem w mieście. Składa się ona z kilkunastu pawilonów i dotarcie do właściwego zajmuje dobre kilkanaście, jak nie więcej minut. Na szczęście można iść po otwartej przestrzeni, co jest bardziej komfortowe z mojego punktu widzenia, niż przeciskanie się wewnątrz budynków, tym bardziej że oprócz Targów Książki odbywały się dwie inne duże imprezy.

Gdy wreszcie dotarliśmy do właściwego pawilonu, już byłam zmęczona i musiałam przysiąść. Na szczęście były puste krzesła przed sceną, na której chwilowo nic się nie działo. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy na „zwiedzanie’. Stoisk, na których prezentowały się wydawnictwa, było bez liku, podobnie, jak ludzi. Trudno było podejść do niektórych z nich, by zerknąć na prezentowane książki. Dla mnie takie sytuacje nie są, delikatnie mówiąc, komfortowe. Nigdy nie lubiłam tłumu i ścisku. W takiej ludzkiej ciżbie łatwo jest zostać potrąconą, co na mnie działa paraliżująco. Od dziecka boję się, że ktoś mnie popchnie i się przewrócę. W miejscach, gdzie jest tłoczno, dodatkowo kakofonia dźwięków, czuję się przytłoczona, zdezorientowana, co nasila spastykę.

Wyzwania dla osoby nieneurotypowej w tłumie i hałasie

I właśnie tego dnia to ona dała mi najbardziej w kość. Raz, lub dwa przysiadłam na jakimś krzesełku, by dać mojemu ciału, choć cień szansy na rozluźnienie. Szczerze mówiąc, średnio to wychodziło. Zacisnęłam zęby. Bo skoro już tu jesteśmy, to nie nie możemy wyjść z pustymi rękoma. I w sumie kupiliśmy kilka książek. Bolek już się w jedną wgryzł, a ponieważ ja czytam wolniej i jestem obecnie pochłonięta kolejną częścią cyklu Pierre’a Lemaitre’a, to targowe zdobycze będą musiały poczekać na swoją kolej.

Uwierzcie mi, że droga powrotna na przystanek kosztowała mnie sporo wysiłku. Przez resztę dnia odpoczywałam, czując, jak powoli moje ciało i umysł dochodzą do równowagi.

Moja miłość do książek jest ogromna, ale mimo wszystko wolę kupować je online, albo w kameralnych księgarniach.

Mimo że Międzynarodowe Targi Poznańskie są przestrzenią dostosowaną do potrzeb osób z niepełnosprawnościami, to jednak nie jest to miejsce dla osób, które fatalnie funkcjonują, gdy jest tłok, zgiełk i hałas. Może lepiej, by było, gdyby organizator proponował osobom takim jak ja, czyli chodzącym, lecz mającym problem z nadmiernym napięciem mięśniowym, jakieś skuterki elektryczne. W pewnych miejscach lepiej przemieszczać się w takich pojazdach niż na własnych nogach, co opłacone jest dużym wysiłkiem i stresem.

5 1 głos
Article Rating

Monika

krótko i szczerze o wszystkim
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze