You are currently viewing Piąty sezon na trzech kołach

Piąty sezon na trzech kołach

W tym sezonie dużo nie pojeździliśmy, więc czuję niedosyt. Mniejsza ilość niedzielnych eskapad rowerowych była ściśle powiązana z pogodą. Wszyscy doskonale wiemy, że w tym roku lato nas nie rozpieściło, a jesień przyszła szybko i jest, niestety, na tyle chłodna, że w moim wypadku wyjazdy rowerowe stały się niemożliwe.

Jednakże każdą pogodną niedzielę wsiadaliśmy na rowery i jechaliśmy przed siebie. W tym roku postawiłam na radość z jazdy. Wszelkie bicie rekordów, czy to prędkości, czy odległości, przestało mnie interesować. Od momentu, gdy pewniej usadowiłam się na siodełku, z każdym wyjazdem zaczęłam odczuwać większą frajdę.

Zazwyczaj jeździmy po lesie, co niektórym może wydać się nudne. Jednak nie dla nas. Do lasku mamy mniej więcej 1,5 km, więc stosunkowo niedaleko. Ponadto mieszkając w dużym mieście spragniona jestem tego jedynego i wyjątkowego nastroju, jaki może zapewnić tylko las. Wjeżdżając do niego wita nas śpiew ptaków i szum drzew – czy może być coś bardziej pięknego i kojącego dla skołatanych dusz mieszczuchów?

Jednak nie róży bez kolców i lasu bez korzeni. To właśnie one najbardziej przeszkadzają mi podczas jazdy. W „naszym” lesie są ścieżki szerokie, ale z wystającymi korzeniami, których na trójkołowym rowerze nie ma możliwości ominąć: gdy wyminą go przednim kołem, to którymś z tylnych na niego najadę. I już wiem, jak się czuli podróżni w kolasce. Niekiedy, gdy na środku ścieżki jest błoto, lub kałuża, muszę pojechać ekstremalnie bokiem. Nierzadko „pobocze” ścieżki jest pochyłe, co też przyprawia mnie o stres. Zdarza się też podjazd ścieżką usianą korzeniami i w takich momentach brakuje mi umiejętności i pary w nogach i po prostu się „zawieszam”. Wtedy Bolek musi mnie popchnąć, bym ruszyła z miejsca.

Gdyby takie drobiazgi mnie deprymowały i zniechęcały do jazdy na rowerze, to bym sprzedała rower. A jest zupełnie inaczej. Każda jazda jest dla mnie nową przygodą i cennym doświadczeniem, a nade wszystko jest spełnieniem marzeń, a z tego tak łatwo się nie rezygnuje. Dlatego z utęsknieniem czekam na pierwszą ciepłą, wiosenną niedzielę, kiedy znowu będę mogła wsiąść na rower i w towarzystwie niezastąpionego Bolka, wyruszyć znów przed siebie.

A póki co… Ale o tym już w kolejnym wpisie.

0 0 głosy
Article Rating

Monika

krótko i szczerze o wszystkim
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze