Dzisiaj, 2 grudnia, w kalendarzu mamy Dzień Placków i Światowy Dzień Walki z Uciskiem. Pojutrze będzie Barbórka, czyli Dzień Górnika. Pomiędzy placki, a patronkę pracujących pod ziemią wciśnięty jest Międzynarodowy Dzień Osób z Niepełnosprawnościami, po raz pierwszy obchodzony w 1992 roku. Zaiste zacne towarzystwo. Ktoś, kto ustanawiał ten dzień, albo był z innej strefy klimatycznej, albo miał wredne poczucie humoru. U nas zimno, ponuro i o czwartej popołudniu zapada zmrok. Dla znacznej grupy niepełnosprawnych, mających ograniczenia natury fizycznej, nie jest to dobry czas, by wychodzić na zewnątrz. Może o to właśnie chodziło pomysłodawcom, by się kulawi nie szlajali się po centrach miast mniejszych i większych. Być może nie chciano, by ludzie na wózkach, niewidomi i z innymi dysfunkcjami demonstrowali, artykułowali swoje niezadowolenie i głośno mówili o tym, że wcale nie jest tak wspaniale, jak się ważnym paniom i panom z telewizji i internetu wydaje.
Liczby nie kłamią
Nie lubię cyferek, statystyk i tego typu matematycznych zestawień. Jednak, aby zrozumieć złożoność tematu, warto przyjrzeć się statystykom. Na koniec 2024 roku w Polsce było ok. 3,9 miliona osób, które posiadały ważne orzeczenie o niepełnosprawności albo o stopniu niepełnosprawności. Te osoby stanowiły około 10,5% ogólnej populacji kraju.
Jednak rzeczywista liczba osób z niepełnosprawnościami może być wyższa. Według różnych szacunków jest od 4,9 do aż 7,7 miliona Polaków nie posiadających formalnego orzeczenia, a mimo to mających ograniczenia zdrowotne lub funkcjonalne.
Te liczby pokazują jedną rzecz: mówimy o milionach ludzi. To oznacza, że temat niepełnosprawności dotyczy znaczącej części społeczeństwa. Części tyleż dużej, co różnorodnej i wewnętrznie niespójnej, co niestety umyka wszystkim decydentom od zarania dziejów. Powierzchowne traktowanie tematu, niechęć do poznawania i zagłębiania się w problemy i potrzeby tej grupy, powoduje u nich frustrację i przekonanie, że niepełnosprawnym nigdy się nie dogodzi, bo cokolwiek się nie zrobi jakaś część będzie niezadowolona.
Czy mamy co świętować?
Obecnie środowisko osób z niepełnosprawnością, tak różnorodne przecież, zostało podzielone przez polityków. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Tak też jest w tym przypadku, gdzie w różnym stopniu, ale jednak sprowadza się do kasy. Punktami spornymi są trzy rzeczy: świadczenie wspierające, które bardziej wyklucza niż wspiera, dodatek dopełniający do renty socjalnej, oraz ustawa o asystenturze.
Świadczenie wspierające – niepotrzebna weryfikacja
Jednym z najczęściej podnoszonych zarzutów wobec świadczenia wspierającego jest to, że punktacja przyznawana przez WZON decyduje o tym, czy dana osoba z niepełnosprawnością w ogóle uzyska wsparcie i to bez względu na stopień orzeczonej niepełnosprawności.
W internecie aż roi się od historii, kiedy osoby posiadające orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności, czasem też z adnotacją o niezdolności do samodzielnej egzystencji, nie otrzymały dostatecznej ilości punktów kwalifikującej do otrzymania pieniędzy. To pokazuje, że sama „duża niepełnosprawność” albo orzeczenie to dla wielu nie wystarczają. Kryterium staje się raczej „niesamodzielność” mierzona punktowo. Zrozumiałe jest, że takie ocenianie budzi silne zastrzeżenia, co do sprawiedliwości i sensowności takiej oceny.
Co więcej, realnie duży problem stanowią opóźnienia w wydawaniu decyzji. Nierzadkie są przypadki, kiedy od momentu złożenia wniosku, do wezwania na spotkanie w WZON mija rok, albo i znacznie więcej czasu.
Co prawda, jeszcze nie stanęłam przed komisją w WZON, wniosek złożyłam dopiero (!) w październiku, ale samo wypełnianie kwestionariusza było dla mnie dość uwłaczające. Czułam i nadal czuję, że coś tu jest nie halo. Mimo orzeczeń wydanych na stałe przez ZUS I PZON, mam udowodniać, że jestem niepełnosprawna i w jakiej skali? Dla mniej jest tu coś bardzo nie gra.
Dodatek dopełniający – nie spełnia oczekiwań
W tym roku wprowadzono dodatek dopełniający dla części osób pobierających rentę socjalną. Krytycy zwracają uwagę, że świadczenie to obejmuje jedynie tych, którzy mają orzeczoną całkowitą niezdolność do pracy i do samodzielnej egzystencji. W praktyce oznacza to, że wiele osób z niepełnosprawnością zostało wykluczonych z dodatku, tylko dlatego, że ich stan nie pozwalał na spełnienie tych łączonych kryteriów. To wielu uważa za naruszenie zasady równego traktowania.
Kulawa asystencja
Niemal każda osoba z niepełnosprawnością potrzebuje wsparcia, by móc w miarę w pełni korzystać z życia i być aktywnym na wielu polach, w pracy, w życiu społeczno-kulturalnym itd. To wszystko ma nam zapewnić rządowy projekt ustawy o asystencji osobistej osób z niepełnosprawnościami. Zgodnie z założeniami ma zostać stworzony stały, ogólnopolski system usług asystenckich, niezależny od konkursów i programów czasowych. Dzień przed moimi urodzinami, 28 października 2025 r. Rada Ministrów przyjęła projekt, a następnie skierowała go do Sejmu. Zakłada on m.in. bezpłatną asystencję osobistą dla ok. 100 tys. osób z niepełnosprawnościami, z wejściem systemu w życie od 2027 r.
Zgodnie z obecną wersją projektu, z usług asystenta mogą korzystać osoby w wieku 18–65 lat, które uzyskają co najmniej 80 punktów w skali potrzeby wsparcia (od 2030 r. także młodzież od 13. roku życia), co budzi sprzeciw części środowisk, bo wyklucza m.in. seniorów powyżej 65 lat.
Na razie nie korzystam z usług asystenckich, co nie oznacza, że nie będę potrzebowała takiego wsparcia w przyszłości. Starzeję się, jak każdy z nas. Niestety, ten proces nie dotyczy chyba decydentów, którzy uznali, że po 65 urodzinach, będziesz sobie musiał, niepełnosprawny seniorze radzić sam.
Jest to o tyle dla mnie niezrozumiałe, że tak wiele się mówi o polityce senioralnej, o tym, że staruszków nam przybywa i trzeba się nimi zaopiekować…
Aktualnie (na początku grudnia 2025 r.) projekt jest już po pierwszym czytaniu w Sejmie i procedowany dalej w pracach parlamentarnych, ale nie został jeszcze ostatecznie uchwalony jako obowiązująca ustawa.
Świętowanie na ekranach
Jak co roku będzie w mediach cała masa tzw. sześćdziesiątek i setek czyli trwających 60 i 100 sekund materiałów, dotyczących tego, jak my, osoby z niepełnosprawnościami, cieszymy się i świętujemy Międzynarodowy Dzień Niepełnosprawnych. Bo świętujemy i cieszymy się, prawda? Myślę, że wyczułeś/wyczułaś sarkazm w ostatnim zdaniu. Bardzo nie lubię, ba, jestem wręcz uczulona na protekcjonalne traktowane nas, niepełnosprawnych. Puste gesty na najbardziej wypasionej gali, pozostaną tylko pustymi, nic znaczącymi gestami.
Gdzieś przeczytałam, że założeniem tego święta jest przypominanie o prawach, godności i wartościach osób z niepełnosprawnościami — o ich prawie do pełnego uczestnictwa w życiu społecznym, kulturalnym, edukacyjnym, zawodowym. Naprawdę w trzeciej dekadzie XXI wieku trzeba o tym przypominać?
Jakie jest Twoje zdanie na temat Międzynarodowego Dnia Osób Niepełnosprawnych?
Czy naprawdę mamy co świętować?
Jak sobie wyobrażasz taki dzień w idealnym świecie?
Wiele jeszcze można zrobić dla poprawy jakości życia OzN i ich (naszych) rodzin. Np. asystencja dla OzN i seniorów, dzienne centra opieki i wsparcia dla OzN i seniorów, mieszkania wspomagane i dostosowane do potrzeb OzN i seniorów. Porawa jakości warunków i opieki w DPSach….
Monika, dla mnie to tylko dzień jak co dzień pełen pustych słów niestety…
Jeśli chodzi o świadczenie wspierające to nawet nie startuję bo mam nieodparte wrażenie że nawet 70pkt nie udałoby mi się uzyskać…
Trzymam mocno kciuki za Ciebie.
Mała, a ja z czystej przekory złożyłabym wniosek. Nic nie tracisz. A wniosek pobrać i wysłać można online.
Mam znaczny na stałe nie mam renty i trochę się obawiam,że wspierające może mieć przełożenie na nowy sposób orzekania, który ma być ściśle ze wspierającym powiązany…ale od jakiegoś czasu o tym myślę. Możesz mieć rację,że warto spróbować.
Mała, jak nie spróbujesz, to się nie przekonasz. Nikt za Ciebie o Ciebie nie zawalczy. Sama musisz to zrobić. Powodzenia. P.S. Jak byś potrzebowała wsparcia, motywacji, lub pogadać, to napisz do mnie (np. monika@monikampd.pl ).