Czy kiedyś zastanawiałeś się czy lubisz święta? Czy naprawdę cieszysz się ze spotkań z rodziną? A może masz ochotę zaszyć się w cichym kącie i nie uczestniczyć w tym całym zamieszaniu?
Scenka nr 1
Przy wigilijnym stole przykrytym białym obrusem siedzi pięcioosobowa rodzina: rodzice i troje dzieci – mogą mieć po kilka lat, bądź być w wieku nastoletnim, lub dorośli – jak sobie chcesz, drogi czytelniku. Na stole wigilijne potrawy, a gdzieś w kącie choinka rzuca kolorowy blask. Nad stołem słychać cichy szum rozmowy, niespiesznej, niewymuszonej – po prostu serdecznej. Nikt się nie spieszy. Wszyscy cieszą się obecnością najbliższych. Czerwony barszcz poplamił biały obrus? Nie szkodzi. To tylko tkanina – wypierze się.
Scenka nr 2
Przy wigilijnym stole przykrytym białym obrusem siedzi pięcioosobowa rodzina: rodzice i troje dzieci – mogą mieć po kilka lat, bądź być w wieku nastoletnim, lub dorośli – jak sobie chcesz, drogi czytelniku. Na stole wigilijne potrawy, a gdzieś w kącie choinka rzuca kolorowy blask. Nad stołem wisi ciężka cisza. Nikt nic nie mówi. Każdy się spieszy, chcąc jak najszybciej skończyć posiłek, którego wieczerzą wigilijną trudno nazwać. Niby rodzina, a wszyscy obcy, dalecy od siebie. Czerwony barszcz poplamił biały obrus? To dobry pretekst, by skończyć tę szopkę i nie patrząc sobie w oczy zająć się swoimi sprawami.
Święta bez lukru
To tylko krótkie, słowne szkice ilustrujące atmosferę w czasie świąt w polskich domach. Pewnie ile domów, tyle scenariuszy „rodzinnych” świąt. Dlaczego o tym piszę? Dlaczego zdrapuję złotko z grudniowych świąt? Ponieważ im dłużej żyję, im więcej obserwuję, tym bardziej jestem pewna, że gdyby odrzeć boże narodzenie (specjalnie piszę z małych liter) z tego skomercjalizowanego, przegadanego i hałaśliwego pozłotka, to nie zostałoby nic, albo niewiele.
Niestety, w moim rodzinnym domu odbywała się druga wersja świąt. Stąd też moja awersja do tychże. Jako dla ateistki ten grudniowy czas nie ma wymiaru duchowego. Zatem nie mam czego świętować i co celebrować. Wiem z obserwacji, a także z rozmów bezpośrednich, a częściej z uwag rzucanych półgębkiem, niemal ze wstydem, że osób mających podobne zapatrywania do moich na temat bożego narodzenia, jest całkiem sporo.
Zmiany w świętowaniu
Owszem z punktu widzenia antropologii, czy kulturoznawstwa święta takie, czy inne są tym, co spaja społeczeństwo. Obchodzenie ich w jednym czasie i w podobny sposób buduje tożsamość, daje poczucie przynależności do określonego kręgu kulturowego. Z tym nie zamierzam się spierać i nawet mi to pasuje.
Natomiast bardzo mnie mierzi i drażni hipokryzja: to słodzenie, lukrowanie, podnoszenie do entej potęgi ważności bożego narodzenia, a przez to wymuszanie pewnych zachowań.
Jednak już daje się odczuć „bunt na pokładzie”. Coraz więcej Polaków po prostu na czas świąteczny opuszcza domy. Nie, nie jedzie na drugi koniec Polski do ciotek, teściów, lub kuzynów, z którymi przez resztę roku ma incydentalny kontakt. Rodacy ruszają po święty spokój do górskich pensjonatów, lub nadmorskich hoteli. Są też tacy, którzy wylatują do cieplejszych stref klimatycznych.
Czy chcę przez to powiedzieć, że więzi rodzinne nie są ważne? Nie. Są istotne, ale jeśli nie dbamy o ich mocną jakość każdego dnia, dzień po dniu, to w święta niczego nie załatwimy i nie naprawimy.
Upragniony spokój
Teraz nie muszę niczego udawać. Święta spędzam ubrana w ciepły i wygodny dres z mężczyzną u boku, przy którym mogę być sobą. Jesteśmy sami i dla siebie. Cieszymy się czasem spędzonym we dwoje, bez spiny i udawania. Nigdzie się nie spiesząc, robimy to, na co w danej chwili mamy ochotę, czego i Tobie, drogi czytelniku, życzę.
Jestem ciekawa, jakie jest Twoje zapatrywanie na święta?
Tradycja mimo wszystko, czasem na przekór i wbrew sobie?
A może pozwalasz sobie zdrapać pozłotko i zlizać lukier?