Przed nami karnawał: czas zabaw, uciech i… większego luzu. Skoro tak, to pomyślałam, że warto poruszyć temat niepełnosprawności i dystansu do samej/samego siebie. Czy potrafimy nie tylko rozmawiać o swojej niepełnosprawności bez nadęcia i zadęcia? Czy patrzenie na siebie z przymrużeniem oka pomaga, czy przeszkadza w niełatwej codzienności?
Dystans do siebie wzrasta z wiekiem
Nie pamiętam dokładnie, jak traktowałam siebie jako dziecko. Z dzisiejszej perspektywy powiedziałabym, że było po prostu normalnie — bez szczególnej surowości, ale i bez stawiania siebie na piedestale. Trudno zresztą oczekiwać od kilkuletniej dziewczynki autoironii czy świadomego dystansu do samej siebie. Nie chodziłam jednak z zadartym noskiem, oczekując hołdów. Zamiast tego wychodziłam sama przed blok, by bawić się z koleżankami — tak jak robiły wtedy wszystkie dzieci. Oczywiście w domu rodzinnym zawsze byłam kochana i akceptowana. Jednak przychodzi moment, w którym to nie wystarcza. Relacje rówieśnicze stają się kluczowe — i mnie udało się w nie wejść w dobrym momencie. Z czasem dystans do samej siebie zaczął się nie tylko pojawiać, ale i naturalnie poszerzać. Jednak na początku nie było to takie proste.
Trudno być nastolatką
Znacznie trudniejszy okazał się okres nastoletni. Nauczanie indywidualne w liceum oznaczało długie miesiące spędzane w domu i niemal całkowite zerwanie kontaktu z rówieśnikami. To właśnie wtedy nagromadziły się we mnie kompleksy i lęki, z którymi później musiałam się zmierzyć. Był to czas dużej wrażliwości — choć akurat to nie było niczym wyjątkowym. Nastolatki z natury przeżywają wszystko intensywniej i łatwiej je zranić.
Dobra droga ku dorosłości
Zmiana przyszła wraz ze studiami. Akceptacja rówieśników — ta najprostsza, bezwarunkowa — okazała się jednym z najsilniejszych fundamentów budowania pewności siebie. Otrzymałam ją niemal natychmiast. To nie otoczenie musiało się do mnie przekonywać, lecz ja sama stopniowo rozbrajałam własne wewnętrzne blokady. Z dnia na dzień rosła pewność siebie, a wraz z nią umiejętność lubienia siebie bez żadnych zastrzeżeń. Dopiero na takim gruncie może pojawić się dystans — także do własnej niepełnosprawności.
Bycie męczennicą to nie dla mnie
Mózgowego porażenia dziecięcego nie da się ukryć ani wyprzeć — ono po prostu jest widoczne. Skoro tak, pozostaje je oswoić i rozbroić. Dużą rolę odgrywają tu rodzice: rehabilitacja, leczenie operacyjne (nie zawsze konieczne ani skuteczne), wsparcie psychologa czy logopedy są ważne. Ale równie istotne jest coś znacznie prostszego — pamięć o tym, że dziecko z MPD jest przede wszystkim dzieckiem. Potrzebuje zabawy, relacji z rówieśnikami i zwyczajnego bycia częścią grupy. Nie da się przejść przez życie z miną cierpiętnicy i męczennicy. Owszem, można i tak: zamęczać siebie i innych, samobiczując się ponurymi myślami, mając pretensje do całego świata. Tylko po co? Stanu zastanego się nie zmieni, a w ten sposób marnuje się swoje życie, przy okazji koncertowo zatruwając egzystencję wszystkim wokół.
Ileż mogę zrobić!
W nabieraniu dystansu do siebie pomaga dostrzeganie i docenianie tego co mogę i ile mogę, a nie na tym, czego nie potrafię. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że nie ma na świecie ludzi idealnych – choć w dobie social mediów są tabuny takich, którzy kreują się na cudownych, wspaniałych i pełnych achów i ochów na swój własny temat. Tak zwani celebryci tylko mieszają w umysłach, zwłaszcza tych młodych, jeszcze nie ukształtowanych. Oni też są tylko ludźmi i mają deficyty, lęki, kompleksy i w przeciwieństwie do mnie, nie przyznają się, że nie są idealni. Zresztą, jak kiedyś słusznie zauważył mój osobisty narzeczony, ideały są śmiertelnie nudne.
Odkrycie dekady – nie ma ideałów
Pierwszy krok do samoakceptacji, to powiedzenie sobie, że się nie jest ideałem, podobnie, jak wszyscy ludzie na świecie. No i super. Nie jestem doskonała, ale wiele mogę z tej mojej niedoskonałości wykrzesać, wystarczy dać sobie szansę. Nie przebiegnę maratonu, ba nawet ćwierćmaratonu, ale pójdę na spacer. Idąc do teatru nie założę szpilek, ale czy to oznacza, że będę się gorzej bawiła niż kobieta w eleganckich butach na wysokich obcasach siedząca obok mnie? Przez zaburzoną mowę nigdy nie będę dziennikarką radiową, czy telewizyjną, ale to mnie nie powstrzymało przed ukończeniem dwuletnich dziennikarskich studiów podyplomowych. Przykłady można mnożyć. Niebranie zbyt poważnie siebie i dystans paradoksalnie pomaga w osiąganiu kolejnych celów i spełnianiu marzeń. Zamiast się zapowietrzać i nadymać, dobrze jest zrobić krok do tyłu i spojrzeć na siebie z przymrużeniem oka. Mimo że uważam, że moja autoironia jest na dość wysokim poziomie to jednak czasem złoszczę się na samą siebie, gdy coś mi nie wyjdzie, albo, gdy chcę coś zrobić szybciej, lepiej, a tu moja fizyczność staje okoniem. Na szczęście szybko przychodzi opamiętanie i myśl, że przecież wiele rzeczy robię sama i jeśli coś czasem mi się nie uda… Czy jest na świecie człowiek, któremu zawsze wszystko wychodzi, jest samowystarczalny, wszystko zrobi sam? No, nie.
To co? W Nowy Rok wchodzisz z uśmiechem i dystansem do samego siebie?
A Ty, czy potrafisz spojrzeć na siebie z dystansem?
Czy akceptujesz samego siebie?
Czy niepełnosprawność jest przeszkodą do tego, by być szczęśliwym i spełniać się w życiu?