Czy ktoś jeszcze w ogóle czyta? Pytanie gdzieś, nomen omen, przeczytane w przestrzeni internetowej. Dla mnie brzmi ono kuriozalnie, bo ja z tych, co się zastanawiają, jak można żyć NIE czytając.
Raportujemy nieczytanie
Pytanie o czytanie, jak najbardziej uzasadnione, gdyż w zeszłym tygodniu Biblioteka Narodowa opublikowała coroczny raport czytelnictwa w Polsce. Wynika z niego, że w 2025 r. 41% Polaków przeczytało co najmniej jedną książkę. Porównując badania z poprzednich lat, poziom polskiego czytelnictwa od kilku lat jest kijowy, ale stabilny.
No, wiem, ja mam dość wysokie standardy, bo mimo wszystko sporo czytam, co klasuje mnie w elitarnym gronie 7% rodaków, czytających powyżej 7 książek rocznie. Mamy kwiecień, a ja już przeczytałam ponad 7 książek, a do końca roku mamy jeszcze osiem miesięcy. Nie piszę tego, by się chwalić, tylko by pokazać Ci, jak ważną część mojego życia stanowi lektura. I mimo, że żyję na tym świecie już ponad pół wieku, to wciąż mnie zadziwia fakt, że można NIE CZYTAĆ.
Czytanie nie było modne
Nie chcę i nie będę tutaj nikogo nawracała na czytanie, bo wiem, że to syzyfowa praca. Nie znam statystyk, ale raczej nigdy w historii nie było sytuacji, by większość społeczeństw siedziała z nosem w książkach. Umiejętność czytania i pisania, przez znaczną część historii ludzkości, była domeną elit. Nawet władcy mieli problem ze składaniem liter, zwłaszcza we wczesnym średniowieczu. Analfabetyzm w Polsce jako tako wyeliminowano dopiero po drugiej wojnie światowej. Co też nie oznacza, że wszyscy zaczęli czytać.
Czytanie się dziedziczy
Dziadek, który urodził się jeszcze w czasie zaborów, siedzący w kuchni przy stole i czytający, jakieś grube księgi – to jeden z najwcześniejszych obrazów z dzieciństwa. Niestety, dziadek umarł zanim zaciekawiły mnie tytuły czytanych przez niego książek, więc nie wiem, jakie pozycje go interesowały. Pamiętam jednak, że regularnie wyprawiał się do biblioteki i stamtąd, w siatce z materiału z plastikowymi, okrągłymi uchwytami, przynosił kolejne pozycje do przeczytania. Mój tata czytał głównie kryminały i tzw. serię z żółtym tygrysem, czyli niewielkie, bo kieszonkowych rozmiarów książki, będące beletryzowaną, perelowską wersją drugiej wojny światowej.
Z kolei ja, od wczesnego dzieciństwa, byłam wręcz zasypywana książeczkami. Zanim sama zaczęłam czytać, to mi je czytano. Do tej pory mam przed oczami niektóre z książeczek z serii „Poczytaj mi mamo”, czy przygody Gapiszona z ilustracjami Bohdana Butenki. Zawsze książki, książeczki były wokół mnie i zawsze miałam ich mnóstwo. Obowiązkowym punktem po wizycie w przychodni rehabilitacyjnej w Katowicach, była wizyta w księgarni.
Pewnie też z tej przyczyny, wybrałam studia humanistyczne, na których trzeba było sporo czytać. Było to ponad trzydzieści lat temu, a obecnie, jak słyszałam od jednego z wykładowców, namówienie studentów do lektury, staje się coraz trudniejsze, czy wręcz niemożliwe. Człowieku dokąd podążasz? – chciałoby się zapytać.
Książki zbliżają
Gdybym nie czytała, nie poznałabym Bolka (przewrotnie zapraszam do przeczytania) i nie przeżywałabym od ponad dwudziestu lat najpiękniejszej przygody życia. Gdybym nie czytała, to pewnie nie mogłabym zarabiać na życie pisząc, co bardzo lubię. Lektura jest dla mnie najlepszym ze sposobów spędzania wolnego czasu. Gdy przez kilka dni nie mam sił na wieczorną lekturę, to wręcz czuję, jak mi neurony w mózgu umierają. Śmieję się z Bolkiem, który czyta więcej niż ja, że spędzanie czasu z książką, stało się nałogiem. Kupujemy sporo książek zarówno w wersji papierowej, jak i cyfrowej, czyli e-booki.
No, dobrze co zatem daje czytanie książek? Pozwolę sobie tutaj wypunktować:
📚 nie mam problemu z przeczytaniem dłuższego tekstu, np. artykułu prasowego
📚 jestem krytyczna i sceptyczna w stosunku do informacji przeczytanych i zasłyszanych: zadaję pytania: Kto? Co? Dlaczego? W jakim celu? I szukam odpowiedzi
📚 gdy dany temat mnie zainteresuje, szukam książki, z której mogę się więcej dowiedzieć
📚 jeśli na dany temat mam swoje zdanie, to potrafię go bronić, używając merytorycznych argumentów
📚 nie mam problemu z wyrażanie myśli na piśmie. W mowie też, ale jako introwertyczka wolę pisać
📚 nigdy się nie nudzę, mając ze sobą ciekawą książkę
📚 książki są pasjonującym tematem rozmów.
I właśnie o tym ostatnim mogłam się całkiem niedawno przekonać. Otóż po ostatnich zajęciach z ruchu intuicyjnego, gdy czekaliśmy na windę, wywiązała się dyskusja na temat książek Jakuba Małeckiego. Grupa liczyła osiem, może dziewięć osób, a głos zabrały 3 osoby. Wiem, że nie każdy czytający musi akurat znać twórczość tego konkretnego pisarza… Ale…
Bez książek nie ma życia
To zdanie nie jest moje, tylko Bolka, a w stu procentach się z nim zgadzam. Wiem, że tym wpisem nie namówię nikogo, kto do tej pory nie czytał do sięgnięcia po książkę, bo też nie taki jest jego cel. Chciałam się jedynie podzielić z Tobą swoją pasją i odświeżyć ten dział. Owszem, czytam sporo, ale już z pisaniem recenzji, jak sama/sam zauważyłaś/zauważyłeś jest pewien problem – przyznaję bez bicia. Prawie, jak w dowcipie o placu budowy: panie, taki zapierdol, że nie ma czasu taczki załadować. Tak samo, czytam i czytam, ciągle czytam, a z pisaniem recenzji, to już gorzej. Postaram się poprawić, bez względu na to, czy to przeczytasz, czy nie :-).
Miałam nie pytać, bo nie jestem pewna, czy chcę znać odpowiedź, ale z przekory zapytam:
📚 czytasz książki?