You are currently viewing Barierą nie są schody, lecz mentalność

Barierą nie są schody, lecz mentalność

Bariery w głowie innych osób, czy bariery architektoniczne? Które z nich jest trudniej przełamać? Jak sobie z nim radzimy, albo nie radzimy i czy kłód pod nogami i kołami wózków mamy więcej, czy mniej niż kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu?

Znikająca platforma

Jak wiecie, uczestniczę w zajęciach ruchu intuicyjnego. Na ostatnich warsztatach pojawiła się osoba poruszająca się na wózku. Spotykamy się poznańskim Centrum Kultury Zamek, w budynku, który mimo że jest zabytkiem, jest przyjazny osobom z niepełnosprawnościami. Warsztaty odbywały się w sali, do której dojeżdża winda, lecz, by do niej wejść, trzeba pokonać kilka schodów. Przed naszymi zajęciami na tych schodach był rozłożony podjazd/platforma. Tego dnia bardzo się przydał, bo po raz pierwszy chyba, na warsztatach pojawiła się osoba na wózku aktywnym. Szkopuł polegał na tym, że po zajęciach platforma w jakiś tajemniczy sposób się zdematerializowała. Zatem, gdyby nie pomoc dwóch silnych i sprawnych chłopaków osoba na wózku po prostu, by tam utknęła.

Szybko do osoby koordynującej zajęcia dotarła informacja o zdarzeniu. W informacji zwrotniej przeproszono uczestników i poinformowano, że taka sytuacja już się więcej nie powtórzy. I okej. Jasne, że najlepiej, gdyby nie doszło do takiego zdarzenia, jednak na plus trzeba zapisać szybką i adekwatną do sytuacji reakcję.

 

Jak to dawniej bywało

Powyższa sytuacja pokazała mi, że jednak trochę się zmieniło w czasie kilkudziesięciu lat w funkcjonowaniu i odbieraniu osób z niepełnosprawnościami. W czasie mojego dzieciństwa, czy nawet studiów nikt się nie przejmował tym, czy zdołam dokądś dotrzeć. Przy wejściu do mojej klatki w bloku było kilka schodów bez poręczy. Tak samo było, gdy zaczęłam naukę w podstawówce. Budynek był typowy, bez poręczy przy schodach wejściowych. Mimo to, wtedy jakoś dawałam sobie radę, jako jedyna uczennica z niepełnosprawnością.

Gorzej było z mentalnością osób w PRL-u. Wtedy osoby z niepełnosprawnościami nie były widoczne w przestrzeni publicznej. Nie widziano nas w sklepach, w parkach, na podwórku, w kinie. Dzieci z niepełnosprawnościami nie bawiły się na placach zabaw nie wychodziły przed blok. W gazetach, radiu i telewizji problem niepełnosprawności nie istniał. Zatem, jako dziecko nie ukrywane przez rodziców, wzbudzałam różne reakcje. W mojej pamięci zakodowały się te negatywne, podszyte wścibstwem, ciekawością, nierzadko agresją. Zazwyczaj w ten sposób zachowywały się osoby dorosłe, które zapewne nigdy wcześniej nie widziały, nie miały kontaktu z dzieckiem z widoczną niepełnosprawnością. Skoro takie zdarzenia zachowały się w mojej pamięci, to zapewne nie były one przyjemne i na pewno zostawiły ślad w mojej psychice. Na szczęście byli to obcy ludzie, więc na co dzień żyłam w dość bezpiecznej przestrzeni.

Czy zatem, my jako osoby z niepełnosprawnościami, teraz, w trzeciej dekadzie XXI wieku, żyjemy w idealnym świecie?

Niestety, nie.

Bariery w ludziach

Jestem zdania, że największe, a przez to najtrudniejsze bariery do pokonania, istnieją w ludziach. Nie tak dawno dość szerokim echem w mediach społecznościowych, uściślając w części adresowanej i oglądanej przez osoby z niepełnosprawnościami, odbiła się sprawa Agaty Roczniak. Kobieta została laureatką konkursu, w którym nagrodą był udział w warsztatach, które odbędą się w Warszawie. Konkurs był organizowany przez duże marki: Bonprix i Twój Styl. Dodam, że pani Agata porusza się na wózku elektrycznym i z tego powodu, być może nauczona wcześniejszym doświadczeniem, dopytała organizatorów o dostępność miejsca, w którym miały się odbyć warsztaty. Okazało się, że spotkanie laureatów zaplanowano w warszawskim budynku, nie dostosowanym dla osoby poruszającej się na wózku elektrycznym!

Jest to o tyle kuriozalne, że w pracy konkursowej pani Agata opisała siebie, nie ukrywając swojej niepełnosprawności, czyli nagradzając pracę organizatorzy byli świadomi, że na spotkaniu z laureatami pojawi się osoba poruszająca się na wózku. Podsumowując, duże marki, prasowa i modowa, na linii komunikacyjno-pijarowo-marketingowej, poległy na całej linii. Nawet, jeśli nie połączyły kropek, że jeśli nagradzając osobę z niepełnosprawnością, to jest duże prawdopodobieństwo, że pojawi się ona na wydarzeniu wieńczącym konkurs, to potem nie zrobiły nic, by wyjść z tej sytuacji z twarzą.

Rozumiem rozgoryczenie i rozczarowanie pani Agaty. Nie raz sama „dobrowolnie” rezygnowałam z uczestnictwa, w jakimś wydarzeniu, wiedząc, że nie do końca będzie ono dostosowane do moich potrzeb, lub nie będę się w danej przestrzeni czuła komfortowo.

Mimo upływu lat i sporej zmiany w infrastrukturze wokół nas, wygląda na to, że wciąż najtrudniej jest zmienić ludzką mentalność. Bariery w ludzkiej psychice nie da się szybko złożyć, jak podjazd dla wózka. To wymaga czasu i wysiłku, od nas samych. Musimy pokazywać, że jesteśmy, że coś się nam nie podoba.

Sama nie wejdę

Jak wiesz, mam czterokończynowe porażenie mózgowe. Mimo, że poruszam się sama to, nie zawsze samodzielnie gdzieś wejdę, zwłaszcza, gdy są schody bez poręczy. Jak sobie teraz tak pomyślałam, to nasze , moje i mojego Drugiego Połówka, poznańskie ulubione miejsca mają bariery w postaci schodów, przy których nie ma poręczy. Dotyczy to przede wszystkim naszych ulubionych knajpek i kawiarni na Jeżycach (ci, którzy czytali, czytają „Jeżycjadę” M. Musierowicz, wiedzą, że nazwa nie jest przypadkowa). Jeżyce uwielbiam, bo to takie miasto w mieście, niezwykle urokliwe, gdzie zachowały się kamienice z przełomu XIX i XX wieku. I właśnie tu jest pies pogrzebany. W Polsce, jak coś jest zabytkiem, to nie da się tego dostosować w ten sposób, by osoba z jakąkolwiek niepełnosprawnością mogła samodzielnie korzystać z punktu usługowego z lokalizowanego w takim budynku. Okej. Jestem historykiem i rozumiem ochronę dziedzictwa itp., ale skoro w danym pomieszczeniu jest współczesny lokal gastronomiczny z całym zapleczem, to psia kość, chyba można zniwelować w nim bariery architektoniczne!

Staram się być optymistką mimo wszystko i ten wpis też miał być taki. Jednak koniec końców, nie wyszło zbyt różowo. Z biegiem czasu podejście do osób z niepełnosprawnościami ulegało powolnej ewolucji. Zmienia się mentalność ludzi, zmienia się prawo. Ludzie z niepełnosprawnościami stają się podmiotem, nie niechcianym, schowanym w kącie przedmiotem. Opisana we wstępie sytuacja jest tego najlepszym dowodem. Jeszcze nie tak dawno nikt by nawet nie pomyślał o jakichkolwiek zajęciach dla osób z niepełnosprawnościami. Teraz mogę na nie dojechać niskopodłogowym autobusem komunikacji miejskiej, w którym nikt się na mnie nie gapi, jak na przybysza z innej planety. I to jest fakt. Malkontenci i zawodowe marudy, niech sięgną pamięcią do lat 90.tych, a gdy są starsi jeszcze dalej. Trzeba być kompletnym ignorantem, by nie dostrzec pozytywnych zmian.

Zdaję sobie sprawę, że jeszcze wiele rzeczy zostało do zrobienia. Narzekamy na niskie świadczenia, zapominając, że dawniej w ogóle ich nie było, a jak były na żenująco niskim poziomie. Przestrzeń miejska i komunikacja były w ogóle niedostosowane, a o dodatkowych świadczeniach, czy asystencie osobistym, to raczej nikt nie marzył, bo nie wiedzieliśmy, że takie wsparcie jest możliwe.

Na początku i na końcu każdych zmian stoi człowiek. On jest odpowiedzialny za to, że platforma znikła za wcześnie oraz za to, że pani Agata nie została potraktowana na równi z innymi zwycięzcami i zwyciężczyniami konkursu, a ja nie mogę samodzielnie wejść do ulubionej kawiarni na Jeżycach.

A Ty z jakimi barierami się spotykasz na co dzień?

Patrząc z perspektywy lat dostrzegasz jakiekolwiek zmiany?

Jakie bariery Cię najbardziej irytują: fizyczne, czy mentalne?

0 0 głosy
Article Rating

Monika

krótko i szczerze o wszystkim
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów