You are currently viewing Ze spastyką na rowerze

Ze spastyką na rowerze

W tym tygodniu zaczęło się lato, więc czas na wpis o mojej rowerowej pasji, która zaczęła się kilka lat temu.

Tegoroczna wiosna nie była zbyt ciepła i słoneczna, więc wyjazdów rowerowych nie było wiele. Podobnie, jak pierwsze jazdy w poprzednich sezonach, na pierwszą przejażdżkę w tym roku pojechałam w niedzielę wielkanocną, do parku położonego ok. 1,5 km od bloku, w którym mieszkamy. Pierwszy wyjazd był udany: wsiadłam na rower i pojechałam. Jechałam dość wolno, by Bolek na piechotę mógł mi dotrzymać kroku.

Kolejne nasze przejażdżki, podczas których Bolek już jechał na swoim rowerze, były udane i oboje mieliśmy z nich radochę. W ostatnią niedzielę, po trzytygodniowej przerwie też wsiedliśmy na rowery. Była to pierwsza prawdziwie letnia, upalna niedziela, więc myślałam, że będzie wszystko w porządku. Moje mięśnie zasadniczo lubią wyższą temperaturę: są bardziej rozluźnione i chętne do współpracy. Jednak szybko okazało się, że tego dnia moje ciało postanowiło zastrajkować i kij wie dlaczego?

Nogi nie chciały napędzać pedałów, ręce zbyt mocno trzymały kierownicę aż bolał mnie kark. Jednym słowem nic nie szło tak, jak powinno. Umęczyłam się, jak koń w westernie. Gdy opowiedziałam o tej przejażdżce rehabilitantowi, dodając, że przejechaliśmy 10 km, to zrobił wielkie oczy: „i to, gdy trzymała panią mocna spastyka?”

Noo, bo nie umiem się poddać ;-).

A Ty, jak postąpiłabyś/postąpiłbyś w podobnej sytuacji?

Łatwo się poddajesz?

0 0 głosy
Article Rating

Monika

krótko i szczerze o wszystkim
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów