You are currently viewing Asysta na lotnisku i lecimy!

Asysta na lotnisku i lecimy!

Nie, nie mieliśmy informacji o zgłoszeniu potrzeby asysty. – Taką informację usłyszeliśmy na lotnisku Ławica w Poznaniu.

Jednak zanim o lotnisku, z kronikarskiego obowiązku napiszę, że zjawiliśmy się na nim po to, by polecieć na zaplanowane wakacje do Tossa de Mar na Costa Brava w Hiszpanii.

Asysta na lotnisku

Wracając na lotnisko: kilka dni przed wylotem zgłosiłam mejlowo potrzebę asysty i wiem, że ją przyjęto, bo wymieniłam z biurem jeszcze dwa mejla, pytając o szczegóły. Zatem coś ewidentnie nie zagrało komunikacyjnie w strukturach lotniska. Jednak nie oznacza to, że zostaliśmy pozostawieni samym sobie. Po mniej więcej 20 minutach pojawił się młody człowiek z wózkiem dla mnie i od tego momentu wszystko szło, jak w zegarku. Na wszystkich etapach lotniskowego touru omijaliśmy kolejki: nadanie bagażu, kontrola bezpieczeństwa… I już byliśmy w strefie odlotów.

Pracownik lotniska, który zaparkował mnie wraz z wózkiem, kazał czekać przy tej konkretnej bramce, mimo że nasz lot miał być obsługiwany przy innej. Mieliśmy jeszcze ok. 1,5 godziny do wejścia na pokład, więc luz-blues. Jednak mój Bolek robi się nieco nerwowy w takich sytuacjach, gdy trzeba być punktualnym.

Czas mijał, teoretycznie zbliżał się czas wchodzenia na pokład naszego samolotu i już Bolek mnie zaczął pchać na tym wózku do bramki właściwej naszemu lotowi, gdy pojawił się młody pracownik lotniska, czyli asystent, towarzysząc jeszcze dwóm pasażerom z niepełnosprawnościami. Odetchnęliśmy i już spokojnie czekaliśmy na wejście na pokład, czyli na to, by podjechał specjalny pojazd-podnośnik, który dostarczy nas do samych drzwi samolotu. Na pokład weszliśmy jako pierwsi i już spokojnie, z naszych miejsc obserwowaliśmy, jak reszta pasażerów idzie po płycie lotniska i po schodkach dostaje się do wnętrza samolotu.

W tym roku po raz pierwszy załatwiałam asystę. Rok temu wracając z Kos do Poznania, przy wejściu na greckie lotnisko od razu zostałam ciupasem wzięta pod skrzydła obsługi, bez wcześniejszego zgłaszania, i… przekonałam się, że to nie jest takie głupie rozwiązanie: Nie stoję w kilometrowych kolejkach, nie męczę się i nie stresuję. Skoro mam prawo i mogę z niego korzystać, to korzystam.

Lądujemy w Gironie

Lądowaliśmy na stosunkowo niewielkim lotnisku w Gironie. Tutaj, przy zejściu na hiszpańską ziemię nie braliśmy asysty, więc zeszłam już po schodkach na płytę lotniska i potuptaliśmy do hali odbioru bagaży. Przy wyjściu z lotniska stali, jak zawsze, pracownicy naszego biura podróży, czyli Rainbow. Tutaj dowiedzieliśmy się, że nie pojedziemy wraz z innymi autokarem do Tossa de Mar, gdyż dla nas zarezerwowano specjalną taksówkę! Po raz pierwszy spotkałam się z takim traktowaniem, iście po królewsku, przez biuro podróży. Chodziło o to, że autokar jest zbyt duży, by podjechać pod wejście naszego hotelu, a samochód osobowy spokojnie tam zaparkuje.

Nie dojedziemy na lotnisko z powodu wyścigu?

Niestety, tydzień w Tossa de Mar szybko minął i czas było wracać do polskiej rzeczywistości. Wszystko miało się odbyć tak, jak pierwszego dnia na hiszpańskiej ziemi, tylko w odwrotnym kierunku. Biuro podróży zarezerwowało i pokryło koszty taksówki, która miała nas zawieźć na lotnisko w Gironie. I co mogło pójść nie tak? Nie, nie dość luźny stosunek południowców do czasu, lecz święto Katalonii i odbywający się tego dnia amatorski wyścig kolarski! Z tej przyczyny dojazd do naszego hotelu był niemożliwy. Oczywiście była gorąca linia telefoniczna: Bolek – rezydentka, rezydentka – kierowca taksówki, rezydentka – Bolek. Kierowca negocjował z policjantami, więc starał się, jak mógł, by do nas dojechać. Osiągnął tyle, że podjechał pod inny hotel. Nie za bardzo wiedzieliśmy, gdzie on jest, więc trochę błądziliśmy. Nie był daleko, ale nerwy, presja czasu i dwie walizki nie ułatwiały sprawy. Po drodze przewróciłam się – na szczęście nic mi się nie stało.

Gdy wreszcie wsiedliśmy do taksówki, byliśmy mocno spóźnieni, a samolot nie będzie czekał. W drodze na lotnisko zadzwoniła do nas pracownica biura będąca na lotnisku z naszymi rodakami, informując, na którym stanowisku trwa odprawa i że, gdy będziemy na miejscu, mamy podejść, by nadać bagaż, omijając kolejkę. Tak też zrobiliśmy. Po chwili zjawili się pracownicy lotniska z wózkiem dla mnie i już wszystko poszło gładko i przyjemnie. Stres opadł. Nawet po przejściu wszystkich procedur czekaliśmy dobre pół godziny na wejście na pokład samolotu.

I tym sposobem, po tygodniu cudownych wakacji, znowu wylądowaliśmy na lotnisku Ławica w Poznaniu, gdzie już bez asysty odebraliśmy bagaże i wróciliśmy do polskiej i mocno już jesiennej rzeczywistości.

✈️ Jakie są Twoje doświadczenia związane z podróżami samolotem?

5 1 głos
Article Rating

Monika

krótko i szczerze o wszystkim
Subskrybuj
Powiadom o
guest

3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Ania i Bogdan

Na razie jeszcze dajemy radę bez asysty ale weźmiemy pod uwagę wasze doświadczenia. Życzymy wam samych udanych podróży

trackback

[…] podróżników, winy. Jednak tym razem wszystko było wręcz idealnie, pomijając przygodę z taksówką w dniu […]